O pociągu widmie i mordercy Tawellu

Telegrafowi kolejowemu należy się specjalne miejsce. Przy silnym ruchu nie dałoby się bez niego zapewnić ani bezpieczeństwa podróżnym, ani regularnego kursowania pociągów. Słupy telegraficzne i tory kolejowe zawarły ze sobą nierozerwalny sojusz, który zakończył się zniknięciem tych pierwszych kilkanaście lat temu. Dnia 1 stycznia 1850 r. omal nie doszło w Anglii do katastrofy kolejowej. Z lokomotywy pociągu towarowego wypadł przypadkowo maszynista. Pozbawiona obsługi masa żelaza na oślep pędziła do Londynu. Natychmiast wysłano telegraficzne ostrzeżenie do pobliskich stacji kolejowych. W pościg ruszyła lokomotywa z dodatkowym maszynistą, który po dogonieniu zbiega od tyłu przeskocz)! do pustej lokomotywy i zatrzymał ją w ostatniej chwili, w odległości 3 km od Londynu. W dniu tym zwrócił się cały koszt budowy telegrafu, gdyż szkody wywołane ewentualnym zderzeniem byłyby znacznie większe. W tym samym roku na jednej ze stacji podlondyńskich, przez prostą nieuwagę obsługi lokomotywa ruszyła nagle przed siebie i zniknęła we mgle. Świadkowie tej ucieczki oczekiwali najgorszych rzeczy, gdyż ruch był ożywiony. Ale od czego telegraf, Stacje zostały powiadomione w porę i na jednej z nich przestawiono zwrotnicę na boczny tor. Lokomotywa wjechała tam wkrótce i „zatrzymała się” na kilku pustych wagonach. Na początku 1845 r. popełniono morderstwo w angielskiej miejscowości Salthill. Morderca nazwiskiem Tawell pospieszył do Slough i wsiadł do pociągu, jadącego do Londynu. Po tropach zbrodni policja dotarła do stacji Slough, gdy Tawell dojeżdżał do Londynu. Ścigający nadali wówczas następującą depeszę: „W Salthill popełniono morderstwo.