Próby z telegrafem elektrycznym

Bez trudu można dostrzec ciekawe zjawisko, że każde większe odkrycie z dziedziny elektryczności starano się zaraz wykorzystać do telegrafii. Zaczęło się od elektrostatyki. Autorem pierwszego pomysłu był jakiś anonimowy Szkot, podpisujący się ,,CM”. W 1753 r. proponował on poprowadzić od jednej stacji do drugiej tyle drutów, ile jest liter w alfabecie. Aby przesłać jakąś literę należało łączyć odpowiedni drut z maszyną elektrostatyczną. Nabój elektryczny powodował wychylenie lekkiego papierka zawieszonego na nitce. Nic z tego jednak nie wyszło, gdyż naboje musiałyby być niesłychanie duże, aby mogły działać na większe odległości. Po odkryciu przepływu prądu z ogniwa i odkryciu zjawiska elektrolizy wody Salva pokazał światu swój nowy telegraf elektrolityczny. Do każdej litery należał osobny przewodnik i naczynie z odpowiednim roztworem. Po włączeniu prądu w naczyniu pokazywały się banieczki gazu, co wskazywało, o jaką literę chodzi. Sprawa pozornie prosta, w praktyce jednak okazała się zbyt kłopotliwa. Obecnie pomysł ten wydaje się dziecinny, wtedy jednak nie znano innych objawów przepływu prądu elektrycznego. Wreszcie odkryto magnetyczne działanie prądu elektrycznego i elektromagnes, z czego natychmiast narodził się telegraf z igłą magnetyczną. Twórcą tego pierwszego telegrafu, nadającego się do eksploatacji, był Rosjanin Szylling. Jego aparat odbiorczy miał 6 igieł magnetycznych z przytwierdzonymi do nich czarno-białymi krążkami. Gdy prąd płynął w jednym kierunku, krążek wychylając się wraz z igłą ukazywał swą czarną stronę, a gdy płynął w drugim kierunku – ukazywała się biała strona krążka.